Mama o ocenianiu ksztąłtującym

Otrzymałam list od mamy dwojga dzieci. Chciałam podzielić się fragmentami tego listu, gdyż bardzo mi się podoba postawa, zainteresowanie i przemyślenia mamy na temat edukacji jej dzieci.

Jestem mamą zaangażowaną w stu procentach w proces edukacji swoich dzieci.

Od lat chodziły mi po głowie pomysły i rozwiązania jakie powinno się stosować w szkole, aby ułatwić i uprzyjemnić naukę.

Podzieliłam się tymi myślami z mamą kolegi mojego syna, która uczy chemii w gimnazjum.

Jakież było moje zdziwienie, gdy po moich wywodach, mama ta powiedziała, że to wszystko o czym mówię i marzę nazywa się metodą oceny kształtującej i że właśnie wdrażają tę metodę do swojej szkoły.

Przeczytałam książkę na ten temat i nie mogłam uwierzyć, że ktoś spisał moje myśli.

Ponieważ działam w radzie rodziców w szkole podstawowej mojej córki, napisałam list do rady pedagogicznej o zwrócenie uwagi na tę metodę (tym bardziej, że w szkole tej stosuje się wagowy system oceniania, bardzo rygorystyczny i nie do końca moim zdaniem przemyślany). Niestety nie doczekałam się takiej odpowiedzi, jakiej oczekiwałam.

Cieszę się jednak, że są nauczyciele, którzy z pasją podchodzą do zawodu i towarzyszą uczniowi, a nie tylko go sprawdzają.

Niektórzy twierdzą, że przesadzam, gdyż to ja spełniam w moim domu rolę nauczyciela, który pozwala dzieciom zrozumieć to, po co się czegoś uczą, wymyślam im sprawdziany i daję informację zwrotną. Razem zastanawiamy się, co w danym temacie jest najważniejsze, czyli jakie jest „nacobezu”.

Szkoda, że nie mam takiej pomocy ze strony szkoły. Uczeń jest zostawiony sam sobie i mam czasem wrażenie, że najlepiej gdyby umiał podręcznik na pamięć.

Moje dziaciaki bardzo dobrze się uczą, więc nie jestem zdesperowaną matką, która obwinia szkołę za niepowodzenia dzieci. Chcę tylko, aby cały tok nauki był bardzo przemyślany

Czasem żal mi mojego syna, który ambitnie przygotowuje się do wszystkich lekcji i tak mija mu dzień za dniem. W większości przypadków trudno wywnioskować o co chodzi nauczycielowi. A wystarczyłaby jakaś informacja zwrotna, jakieś nacobezu, jakieś mądre wskazówki. Dochodzi do absurdów, kiedy ja mówię dziecku, że jakaś rzecz jest ważna, a inna mniej albo w ogóle, a potem okazuje się, że całkowicie się myliłam.

Często słyszę słowa – odpuść sobie wreszcie, nie zmienisz świata, nabawisz się tylko nerwicy, zaszkodzisz dzieciom, przesadzasz….

Ja nie umiem inaczej, taka jestem. Przeżywam bezmyślność szkoły i nauczycieli. I to nie chodzi o to, że są beznadziejni. W większości przypadków to mądrzy, niezwykle sympatyczni ludzie. Nie potrafią jednak wyjść poza ustalone ramy, czasem ze strachu, czasem z wygodnictwa, a czasem ze zwykłej niewiedzy, że można inaczej.

Zawsze mnie zastanawia to, że z jednej strony zachęca się rodziców do współpracy, a z drugiej lepiej, żeby trzymali się z daleka. Współpraca pewnie powinna polegać tylko na wspieraniu finansowym. Rodzic bliżej zainteresowany procesem edukacji, to niebezpieczny dziwoląg. Dlatego rodzice odpuszczają.

Ja staram się działać na rzecz szkół moich dzieci na różne sposoby. Wychowawcy wiedzą, że mogą na mnie liczyć.

Na przykład w zeszłym roku razem z mężem we współpracy z panią od biologii i panem od muzyki (już nie pracują w tym roku) nakręciliśmy z dzieciakami z gimnazjum klip ekologiczny. Była to niesamowita zabawa, a przy tym nauka pracy w grupie i oczywiście przyswojenie w naturalny sposób treści ekologicznych. Myślałam, że umieszczą klip na stronie internetowej szkoły, a tu cisza.

Bo to pewnie nie był udział , na którym szkole zależy. To nie była olimpiada ani konkurs wojewódzki.

Konkursy to w ogóle osobny rozdział.

Czasem włosy stają mi dęba, gdy widzę, jakie to jest bez sensu. A nauczyciel pcha ucznia, żeby się wykazać. Często nawet nie wskaże materiałów, z których uczeń mógłby skorzystać. Uczeń nie może odmówić nauczycielowi, przecież nie powie: nie pójdę.

Mojemu synowi zdarzają się takie sytuacje. A potem oboje z mężem stajemy na głowie, żeby mu jakoś pomóc.

Czasem nie wiem co zrobić, bo z jednej strony uważam, że coś jest zupełnie nieprzydatne, a z drugiej strony wszędzie liczą się punkty, oceny, wyniki w konkursach,  a ja przecież chciałabym, żeby moje dzieci trafiały do w miarę dobrych szkół. Nawet nie tyle chodzi mi o poziom nauczania, ale o atmosferę i bezpieczeństwo. Nie wiem wtedy, czy powiedzieć dziecku prawdę – nigdy z tego nie skorzystasz, ale da ci to punkty np. do liceum.

Często jestem atakowana, że moje dzieci nie będą samodzielne.

Ale ja widzę, że mój syn w drugiej klasie gimnazjum – dzięki tej mojej mrówczej pracy – wie jak podejść do nauki, korzysta z tego, co mu zaszczepiłam. On sam decyduje, kiedy potrzebuje moich wskazówek, a kiedy nie. Wie również, że zawsze może na mnie liczyć. Czy to jest brak samodzielności?

Ja obserwuję, że nasz system oceniania uczy cwaniactwa. Moje dzieci nie muszą uciekać się do takich metod, bo zawsze są przygotowane.

Ale to jest krytykowane – „Twoje dzieci są niesamodzielne, a ty jesteś przewrażliwiona”.

Wiem jedno – nie wystarczy stosować „nacobezu”, nie wystarczy określać celu lekcji, nie wystarczy dawać informacji zwrotnej, żeby mienić się nauczycielem OK.

To musi być silne wewnętrzne przekonanie i wiara w to, że można inaczej. Jeśli nauczyciel nie będzie miał tej wewnętrznej siły, to ulegnie presji otoczenia, wystraszy się przeciwników, podda się przy pierwszych wątpliwościach (a przy naszym systemie oświaty, organizacji sprawdzianów, liczeniu punktów, procentów, będzie ich niestety wiele).

My rodzice też jesteśmy tu ważnym ogniwem. Największego pasjonata można przecież zniszczyć swoją ignorancją, brakiem zainteresowania i wsparcia.

Ale zawsze ktoś musi wyjść z inicjatywą zmian i wydaje mi się, że w tym przypadku powinna być to jednak szkoła. A ja wierzę w to, że większość z nas, rodziców, chętnie włączyłaby się we współpracę.

Mama Beniamina i Oliwki

 

Dużo ważnych wątków. Może ktoś z was by się dołączył z opinią, jak powinna wyglądać współpraca szkoły z rodzicami.

Następne tabu w oświacie.

 

 

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Odpowiedzi: 15 to “Mama o ocenianiu ksztąłtującym”

  1. Wiesław Mariański Says:

    Przysięgam, że to nie ja napisałem ten list.
    Nie mam nic do dodania. Ale będę miał, gdy ochłonę.
    Bardzo pozdrawiam.

  2. Wiesław Mariański Says:

    Chciałem kontynuować optymistycznie, ale właśnie trafiłem na to:
    „Doszłam do wniosku, że w szkołach najlepiej mają ofermy, pokraki, nieudacznicy – nic im się nie zleca, bo sknocą i dopiero kłopoty mogą z tego wyjść. A tym, którzy potrafią, dowala się roboty. Często nachodzi mnie myśl, by coś sknocić, by były na mnie skargi – rodziców, uczniów, kolegów. Miałabym święty spokój – odpracowałabym swoje godzinki i do domciu (jak niektórzy) – żadnego wychowawstwa, konkursów, zadań, projektów i innych takich.”

    Przepraszam.

  3. Wiesław Mariański Says:

    Tak, odwoływanie się do zasad szacunku i dialogu przy każdej okazji. I do tego dwa słowniki:
    – słownik wyrażeń zgodnych z zasadami SZID
    – słownik wyrażeń niezgodnych z zasadami SZID
    Oba słowniki ciągle poprawiane i uzupełnianie.
    Oba słowniki leżące zawsze w pokoju nauczycielskim i w gabinecie dyrektora.
    Oba bardzo potrzebne wielu dyrektorom szkół. I nie tylko szkół, i nie tylko dyrektorom.

  4. Wiesław Mariański Says:

    Trafiłem tutaj:
    http://chetkowski.blog.polityka.pl/

    • Danuta Sterna Says:

      Trzeba uważać, co się czyta.
      Dziś profesor Bartoszewski powiedział: Pesymiści i optymiści żyją tyle samo, tylko optymiści weselej.
      Od tych co czarno widzą, radzę z daleka.

      A czy jesteśmy w stanie takie słowniki stworzyć?
      Samo tworzenie jest twórcze, gorzej potem ze stosowaniem.
      Może by tak po jednym przykładzie na początek?
      Pozdrawiam danusia

  5. Wiesław Mariański Says:

    Świetny cytat. Istnieje nawet pogląd, i ja go podzielam, że optymiści żyją dłużej.

  6. Wiesław Mariański Says:

    Oto próbka do słowników:

    – uważam, że mylisz się
    – opowiadasz bzdury

    lub w wersji subtelnej:

    – mam inne zdanie
    – nie zgadam się z tobą

    „Samo tworzenie jest twórcze, gorzej potem ze stosowaniem.”
    Oj, zgadzam się bardzo.
    Dlatego „nie wolno” tworzyć takiego słownika samemu. To byłaby sprzeczność. SZID nie występuje w liczbie pojedyńczej, analogicznie jak skrzypce. Tworzenie wspomnianych słowników wymaga minimum dwóch osób. Dlatego szkoła to najwspanialsze pole dla takiej twórczości.

    • Danuta Sterna Says:

      Na szkoleniach dla trenerów (STOPu) uczyłam się trochę facylitacji dyskusji. Są opracowane gotowe narzędzia, nawet pomocne zdania np do parafrazy, czy „bumerangu”. Trzeba tylko je pamiętać i wiedzieć po co ich się używa. Jednak zgadzam się, że warto wymyślać je wspólnie.
      Ale obojętnie jak powstaną, strasznie szybko się je zapomina, a już szczególnie w sytuacjach emocjonalnych.
      Nie lubię wypowiedzi o nauczycielach typu te, na które Pan wpadł.
      Wszystkich się wrzuca do jednego worka, a to przecież tylko smutny margines.
      Bo jeśli się pracuje w szkole, tylko od do i za karę, to robi się sobie samemu tragedię, a nie pracę. Może więc, lepiej nie wypowiadać takich przepowiedni, bo się mogą komuś spełnić.
      Wolę się zastanawiać, jak mieć frajdę z pracy w szkole. Też z kontaktu z rodzicami swoich uczniów.
      A jak widać po Panu i Mamie Beniamina i Oliwki, są rodzice, pragnący współpracować ze szkołą.
      D

  7. Wiesław Mariański Says:

    Jeszcze jeden przykład:

    – człowiek wierzący-w istnienie boga; człowiek wierzący-w nie istnienie boga

    – człowiek wierzący, człowiek niewierzący

  8. Danuta Sterna Says:

    To ostatnie, nie jest dla mnie jasne. Może inny przykład, bo wydaje mi się, że o wierze może lepiej nie dyskutować.
    Mam taki:
    – Ciekawy punkt widzenia
    – Bzdury gadasz
    D

  9. Wiesław Mariański Says:

    Ciekawy punkt widzenia.
    Bardzo podoba mi się to.
    Albo: mamy inne punkty widzenia. Jakie to „szkolne”.

    A określenia „wierzący – niewierzący” to głębsza sprawa. Warta eseju. I jednak obecna w szkole, czy nam się to podoba, czy nie.
    Notatki do eseju:
    określenie zawierające „pierwiastek” negatywny
    niewierzący – gorszy, wierzący – lepszy
    w co wierzy „niewierzący” ?
    ja jestem wierzący, a ty niewierzący
    każdy z nas jest wierzący, żaden z nas nie jest lepszy
    relacje między dziećmi – kto lepszy, kto gorszy

    przeszłość: różnice – sprzeczności – konflikt – konfrontacja – poczucie wyższości – walka – zwycięstwo – ujarzmienie – podporządkowanie – frustracja
    przyszłość: różnice – sprzeczności – konflikt – dialog – szacunek – negocjacje – kompromis – zwycięstwo obu stron – radość

    To wszystko dotyczy relacji: człowiek – przyroda, człowiek – człowiek, społeczność – społeczność. W szkole też.

  10. Wiesław Mariański Says:

    1. Proszę spojrzeć na to z punktu widzenia dziecka z 1-4 klasy szkoły podstawowej: moi rodzice są wierzący, a twoi nie.

    2. Historia: ludzie innej wiary określani jako NIEwierni

    3. Współcześnie ciągle spotykam z taką formułą: człowiek niewierzący = nie wierzy w nic = jest anty = jest gorszy
    Albo: człowiek musi w coś wierzyć = człowiek niewierzący to kaleka

    4. Logika: co to znaczy niewierzący ? Każdy jest wierzący, stąd wniosek, że niewierzący jest wierzący.

    W każdej rozmowie, w której pada określenie – niewierzący – mówię: nie ma takich ludzi, takie pojęcie dziwadłem. Analogicznie jak: człowiek niepraworęczny, niemężczyzna, … .

    Po co to ? Żeby ułatwić pozytywne myślenie i mówienie i o człowieku wierzącym inaczej niż ja. Szczególnie w szkole.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: