Londyn, 15 czerwca – część czwarta

Dziś byliśmy w Edmonton County School. Duża szkoła ponadpodstawowa, którą kieruje od 3,5 roku Siobhan Leahy żona  Dylana Wiliama. Nauczyciele są bardzo zaangażowani w ocenianie kształtujące. Zgodzili się nas zaprosić i pokazać nam lekcje i spotkanie grupy Pomocnych Przyjaciół, czyli Teachers learning comunity (TLC). A tak przy okazji – bardzo dużo skrótów jest tutaj stosowanych, ja też je lubię, ale tu są powszechne.

Dziś trochę o szkole i o lekcji matematyki.

  • Kilka danych o szkole:

1300 uczniów, dwa budynki odległe od siebie o 1 km, jeden z lat 60-tych drugi z lat 30-tych XX wieku. Do tej pory w nowszym budynku uczyli się uczniowie młodsi, a w starszym – starsi. Ma się to zmienić, powstaną dwie szkoły. Szkoła rozbudowuje się, ma mieć docelowo 2500 uczniów, a już jest jedną z większych szkół w Londynie. Uczniowie pochodzą z różnych krajów, mówią 15 językami, 1/3 to Brytyjczycy, reszta – imigranci. 30% uczniów otrzymuje bezpłatny lunch, co świadczy o kiepskiej sytuacji materialnej rodzin. Różnorodność reprezentowanych ras jest ogromna. Zatrudnionych jest 107,8 nauczycieli, liczba nie jest całkowita, gdyż część nie pracuje na cały etat. Oprócz nauczycieli jest 100 osób tak zwanej obsługi. Szkołą kieruje 10 osób. Budżet wynosi 9,5 mln. funtów, z czego 75% to płace. Pani  dyrektor uważa, że płace nie mogą przekroczyć 80%. Przy tak dużej liczbie uczniów nie da rady znać ich  osobiście, ale nauczyciel wiedzy o społeczeństwie ma co roku 270 uczniów i stara się ich wszystkich poznać. Szkoła ma coraz lepsze wyniki w nauce, cojest zasługą obecnego kierownictwa. Pani dyrektor jest zwolenniczką OK, napisała kilka książek na ten temat i z zapałem wraz z nauczycielami wprowadza assessment for learning (Alf) do pracy szkoły.

W szkole panuje przyjazna atmosfera, uczniowie są uśmiechnięci, nie widać żadnych oznak agresji. W poprzednim roku dyrektorka zmuszona była wyrzucić ze szkoły 3 uczennice, ale w tym roku nikt nie odszedł ze szkoły. Pani dyrektor jest niezwykle energiczną osobą, ma w każdym budynku swój gabinet i przemieszcza się między nimi kilka razy na dzień.

Zostaliśmy zaproszeni na lunch (bardzo smaczny) do szkolnej stołówki. Pomieszczenie ogromne, ale nie było w porze lunchu tłoku i przepychania. Pani dyrektor czuwała nad wydawaniem posiłków osobiście, ustawiała kolejkę i ….. zbierała pozostawione naczynia.

Byliśmy na wycieczce po nowszym budynku szkoły, oprowadzała nas dwójka uczniów. Prawie wszystkie klasy mają okna w drzwiach, tak, że widać co się dzieje w środku, często też  drzwi do klasy są otwarte podczas lekcji. Wchodziliśmy do klas nawet wtedy, gdy trwała lekcja, trochę się krępowaliśmy, ale nauczyciele nas zapraszali. Było to dość dziwne w porównaniu z naszymi szkołami w Polsce, gdzie nie jest praktykowane przerywanie lekcji.

Zobaczyliśmy kilka pokoi do rozmów z rodzicami, są to odizolowane pokoje i jest ich sporo. Mogą być też użyte na konsultacje z uczniami. W bibliotece szkolnej jest dużo komputerów do użytku uczniów na przerwach i po lekcjach. Każdy z uczniów ma specjalną kartę, którą płaci za kopie ksero, które są mu potrzebne.

W każdym trymestrze uczniowie muszą wykonać projekt indywidualny lub grupowy, mają na to 3 tygodnie.

Szkoła współpracuje w ramach Comeniusa ze szkołą w Polsce w Nowym Sączu.

W klasach uczniowie siedzą w parach w ławkach, ale zadbano o to, aby siedziała dziewczyna z chłopcem i aby rasy były wymieszane. Nawet po szkole oprowadzała nas dziewczynka Hinduska i chłopak Brytyjczyk.

  • Lekcja matematyki

Ze względu na to, że jestem matematyczką, zaproszono mnie na lekcje matematyki. Lekcja dotyczyła rozwiązywania układów równań i odbywała się w klasie 8. Uczniowie mieli 13-14 lat, był ich w klasie 28.

Nauczycielka pochodząca z Południowej Afryki posługiwała się dwiema tablicami: białą tablicą z pisakami i drugą połączoną z komputerem. Cała lekcja przygotowana była wcześnie na komputerze.

Nauczycielka zapytała uczniów o znaczenie współczynnika kierunkowego prostej. Po przypomnieniu, poprosiła o wskazanie kciukami, czy może przejść dalej. Uczniowie wskazywali kciukami do góry, gdy się zgadzali, kciukami w poziomie – nie są pewni, a kciukami do dołu, gdy mieli przeciwne zdanie. Wszyscy pokazali kciuki do góry i nauczycielka wyświetliła kilka wykresów funkcji liniowych w układzie współrzędnych i poprosiła o wyznaczenie punktu przecięcia dwóch prostych, czyli odczytanie rozwiązania układu równań.

Każdy z uczniów miał na ławce notes, który miał z tyłu biała plastikową kartkę, na której można pisać flamastrem. Uczniowie wpisali swoje propozycje rozwiązania i podnieśli notesy do góry. Nauczycielka poprosiła, aby pisali dużymi literami, aby mogła dobrze widzieć nie podchodząc do każdej ławki. Również określiła czas – 6 sekund na podanie rozwiązania. Jednocześnie uspokoiła osoby, które nie wiedziały jak rozwiązać zadanie, że za chwilę wytłumaczy jak je wykonać. Policzyła liczbę prawidłowych odpowiedzi, napisała na tablicy prawidłowe rozwiązanie i zapytała jednego z uczniów dlaczego to jest dobre rozwiązanie. Uczeń wyjaśnił tok swojego rozumowania.

Uczniowie  w zasadzie byli skupieni na lekcji, ale jeśli tylko uwaga ich zaczynała odpływać, nauczycielka przypominała, że matematyka wymaga skupienia, a szczególnie ta na wyższym poziomie.

Również przypomniała o zasadzie niepodnoszenia rąk. Widać było, że zasada ta jest znana uczniom, jeden z nich podniósł dla żartu łokieć, ale nauczycielka z uśmiechem opuściła jego ramię.

Następne polecenia było do wykonania w parach. Potem odbył się sprawdzanie rozwiązań w parach i określanie kciukami, kto ma rozwiązanie prawidłowe.

Dalsza część lekcji odbywała się przy użyciu kalkulatorów. Część uczniów miała własne, a część dostała od nauczycielki. Polecenie – instrukcja podana została na kartce – jedna dla pary. Nauczycielka poprosiła, aby przed wyjaśnieniem zadania nikt nie otwierał kalkulatora.

Można powiedzieć, że nauczycielka bardzo dobrze „panowała” nad klasą, wszystko widziała. Mówiła instrukcje jednocześnie (bez słowa) wyjmowała uczniowi z ręki papierek, którym się bawił.

Na dany sygnał uczniowie rozpoczęli prace z kalkulatorem. Nauczycielka prosiła w trakcie pracy, aby pary, którym udał się już dojść do pewnego punktu wystawiły zielone światło. Okazało się, że kartki ze światłami maja uczniowie również we wspomnianym wcześniej  notesie. Widać, że był on bardzo użyteczny, to świetny pomysł, który moglibyśmy w Polsce naśladować.

Nauczycielka przeliczyła zielone światła i podeszła do uczniów, którzy ich nie wystawili, aby im pomóc.

Na końcu lekcji nauczycielka zapytała: Po co się tego uczyliśmy?

To był punkt wyjścia do wspólnego określenia kryteriów sukcesu (nacobezu). Pierwszym z nich było: znalezienie rozwiązań układu równań. Nauczycielka poprosiła o wskazanie kciukami, kto te kryterium sukcesu osiągnął. Drugie kryterium: wprawienie się w używanie kalkulatora do rysowania wykresów funkcji. I znowu samoocena kciukami. Przy okazji powtórzono instrukcję rysowania wykresu.

Nikt nigdzie niczego nie zapisywał. To dziwne, bo u nas w Polsce przykłada się dużą wagę do zeszytu, tematu, zapisania celów, kryteriów i rozwiązywanych zadań. Pracy domowej też nie było.

Nie jestem pewna, czy moja relacja pokazuje w pełni jak wykorzystywano OK na tej lekcji.

Może podsumuję, że wymiany w parach, samooceny (światłami i kciukami), technik pozyskiwania odpowiedzi (białe tablice, zasada niepodnoszenia rąk) było bardzo dużo. Ale też nacobezu, choć na końcu lekcji, ale też był obecne i nauczycielka stale sprawdzała, czy może iść dalej. Chciałabym też zapamiętać, że powinno się uczniów pytać nie tylko o wynik, ale przede wszystkim o uzasadnienie.

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

Odpowiedzi: 2 to “Londyn, 15 czerwca – część czwarta”

  1. slos Says:

    Z przyjemnoscia czytam Twe słowa. Fetyszyzm pisania dla pisania i świętość zeszytu jako Ksiegi natchnionej sprawdzanej intensywnie przez nauczycielazwalczam od czasów studenckich i większość łypie na mnie jak na zbrodzienia. A wystarczy złoty środek – zeszyt ma być dla ucznia, poprawiany i korygowany przez nauczyciela (nie oceniam zeszytu jako polonista) Swoją drogą to szkoła angielska niewiele się zmienia (podobne wrażenia miałem 20 lat temu), może weszło OK i wyposażenie juz tak nie szokuje.🙂

  2. danuta Says:

    Halinko
    Ja bym marzyła, aby jedynym zeszytem w szkole była teczka, czyli portfolio. Polecam link do takiej teczki prowadzonej przez jedną z nauczycielek w zeszłym roku: http://www.ceo.org.pl/portal/b_ok_doc?docId=56020
    Danusia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: