Nauczanie matematyki

Leży mi na sercu dobre nauczanie matematyki. Myślę o tym od wielu lat. Niestety nie znalazłam jeszcze „czarodziejskiej różdżki”, która odmieniłaby nauczanie matematyki, w tym też moje nauczanie. Wiele osób na całym świecie szuka, błądzi i znowu próbuje. Przeprowadzono wiele badań, ale nie ma wniosków, które by można z pożytkiem wykorzystać. Nadal matematyka jest trudnym i często znienawidzonym przez uczniów szkolnym przedmiotem.

Znam różne przyczyny tej sytuacji, ale ostatnio poznałam nowe. Przeczytałam artykuł w piśmie Sedno Witolda Szwajkowskiego : Pomóżmy matematykom uczyć matematyki. Autor uważa, że powodem jest między innymi to, że matematyki uczą matematycy.

Brzmi to dziwnie, ale autor wyjaśnia, że matematycy posługują się specyficznym językiem, kodem zrozumiałym dla nich, ale niezrozumiałym dla uczniów.  Proponuje nam doświadczenie z odczytaniem słowa polskiego i słowa w obcym języku napisanego odręcznie i niewyraźnie. Ze słowem polskim nie mamy kłopotu, gdyż domyślamy się, które litery są napisane, za to w słowie w obcym języku już nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Tak może też być w matematyce. Sformułowanie „jedna trzecia” jest dla ucznia całkowicie niezrozumiałe, jeśli nie wie on, co to jest ułamek.

„Dziecko bez wątpienia zna i potrafi interpretować słowo „jedna”.  Jest to liczebnik główny, łączony z rzeczownikiem rodzaju żeńskiego, np. „jedna dziewczynka” czy „jedna książka”.  Zna też słowo „trzecia” oznaczające liczebnik porządkowy, np. „trzecia dziewczynka” czy „trzecia książka”.  Ale już zestawienie „jedna trzecia” może brzmieć dla dziecka wręcz absurdalnie, ponieważ „trzecia książka” może być tylko „jedna”.  Nie mogą być „dwie trzecie”…  „

„Niedługo dziecko dowiaduje się też, że „jedna trzecia” oznacza też LICZBĘ powstałą z podzielenia jedności PRZEZ trzy.  W języku potocznym dzielimy coś NA ileś części lub POMIĘDZY ileś osób, natomiast liczby w matematyce dzielimy PRZEZ inne liczby.  Od dziecka oczekuje się, że przyjmie to do wiadomości i zapamięta!  Dziecko nie zapyta przecież nauczyciela – DLACZEGO nie można podzielić „na jedną drugą”, skoro można podzielić „na pół”?  Przecież „pół” to inaczej „jedna druga”.  Wyjaśnienie jest proste:  dwa dzielone NA pół, daje jeden, a dwa dzielone PRZEZ pół, czyli jedną drugą – zgodnie z zasadami arytmetyki – daje cztery.”

To tylko fragmenty artykułu, autor przytacza więcej odpowiednich przykładów. Zapraszam na stronę: http://www.ceo.org.pl/portal/b_akademia_sus_skarbiec_akademii_sus_materialy_dla_nauczycieli_doc?docId=59 .

Widać, jak ważne jest, aby w nauczaniu matematyki nie spieszyć się, poświęcić czas na „uwewnętrznienie” wprowadzanych pojęć. Nauczyciele (gonieni programem) szybko przechodzą do zadań i ćwiczeń, a uczniowie starają się kalkować sposoby rozwiązania nie rozumiejąc, o czym właściwie jest mowa. W szkołach waldorfskich sporo czasu poświęca się na rytmiczne wystukiwanie ułamków, w USA przywiązuje się duża wagę do nauczania pojęć kluczowych. Pewnie jest to krok w dobrym kierunku, ale dobrze byłoby, gdyby te sposoby prezentowano w podręcznikach szkolnych.

Autor artykułu omawia też potoczne i matematyczne znaczenie pojęcia ”funkcja”. Są one kompletnie różne i to na pewno jest mylące dla uczniów. A dotyczy tak ważnego pojęcia! Profesor Andrzej Białynicki-Birula mówił, że matematyka jest nauką o funkcjach. W szkole funkcje pojawiają się przy wykresach funkcji linowych i przez dłuższy czas są tylko w tym kontekście używane. Gdy pojawiają się inne funkcje i ich wykresy, robi się ogromne zamieszanie.

Rozmawiałam z innymi nauczycielami na temat cytowanego artykułu, wszyscy widzimy problem, ale zaraz pojawiają się głosy, że trzeba przecież operować  językiem danej dziedziny. Matematyka ma swój język i trzeba się go nauczyć, tak jak innego obcego języka. Aby używać słowa w obcym języku, musimy poznać, co ono znaczy.

Z drugiej strony moje doświadczenie nauczycielskie mówi mi o zasadzie – w matematyce nie zaczynaj od definicji. Najpierw powiąż nowe pojęcia już ze znanymi, pokaż różnice i podobieństwa i dopiero na końcu dojdź wraz z uczniami do definicji.

Uczestniczyłam kiedyś w USA w konferencji nauczycieli matematyki w szkoleniu w którym pokazano wprowadzanie pojęcia liczb pierwszych. Nauczyciel w dwóch kolumnach wypisał pewne liczby, jedna kolumna składała się tylko z liczb pierwszych, a druga tylko ze złożonych. Nauczyciel zapytał nas, czy widzimy, czym się różnią liczby z obu kolumn. Nie od razu, ale po pewnym czasie zauważyliśmy, że te z drugiej kolumny „przez coś się dzielą”. Powoli doszliśmy do charakterystyki liczb z pierwszej kolumny, a potem zastanawialiśmy się, jakie liczby do tej kolumny można jeszcze dopisać. Na koniec dowiedzieliśmy się, że tak scharakteryzowane liczby nazwane zostały przez matematyków  „pierwszymi”. Zauważmy przy okazji, że słowo „pierwsze” nie pasuje intuicyjnie do definicji liczb pierwszych, bo dlaczego np. 4 nie jest pierwsza, choć jest na liście dość blisko, a 11 jest, choć jest umieszczona dalej? Gdybym miała wybór, to wolałabym je nazwać  „prostymi” lub „bezdzielnikowymi”.

Matematycy poznali pojęcie liczby pierwszej bardzo dawno i nie mają żadnych trudności z tym pojęciem, ale dzieci, które poznają dziennie wiele nowych pojęć, na pewno mają z tym kłopoty.

Witold Szwajkowski przedstawia sposób na radzenie sobie z problemem nauczania matematyki, przynajmniej z tym aspektem, o którym pisał w artykule.

„Dyrektor, niezależnie od tego, czy jest matematykiem czy nie, mógłby przecież przeprowadzić eksperyment, w którym nauczyciele matematyki z jego szkoły poprowadzą prawdziwe lekcje matematyki dla… swoich kolegów –  nie matematyków. […] Prawdopodobnie nauczyciele matematyki odkryją, że sposoby, jakimi przekazują wiedzę wykształconym kolegom z przygotowaniem pedagogicznym, nie są tak skuteczne, jak sądzili.  Może w czasie takich lekcji pojawią się odpowiednio wyartykułowane, uprawnione pytania i wątpliwości, w tym wątpliwości związane z nowymi pojęciami i ich nazwami?  Nauczyciele matematyki będą więc mieli szansę dostać informację zwrotną, czy to, co wyjaśniają, jest zrozumiałe. Jeżeli nie – na czym polega problem komunikacyjny.  Informacji takiej nie uzyskają raczej od dzieci, z uwagi na różnicę wieku, wiedzy i doświadczenia, a także ról społecznych.”

Pomysł jest raczej utopijny, bo znając nauczycieli i ich zapracowanie, nie wyobrażam sobie, aby chętnie zgodzili się na lekcje matematyki. Pan Szwajkowski zwrócił uwagę na ważną trudność –  uczniom trudno określić, czego nie rozumieją. Uczeń potrafi powiedzieć – „nie wiem”, „nie rozumiem”, „nie wiem dlaczego” itd., ale trudno mu wyjaśnić, czego naprawdę nie pojmuje. Pamiętam, jak na początku mojej pracy w Politechnice Warszawskiej tłumaczyłam studentce metodę całkowania przez części. Próbowałam różnymi sposobami, mijały godziny i nie posuwałyśmy się do przodu. Na koniec okazało się, że studentka nie potrafiła dodać dwóch ułamków i na tym się zatrzymywała. Mimo że była to osoba dorosłą, nie umiała mi powiedzieć, z czym ma trudność.

Wydaje mi się, że dobrym pomysłem na pokonywanie tego problemu może być wzajemne nauczanie uczniów. Można rozpocząć od polecenia pracy w parach. Jeśli jeden z uczniów czegoś się nauczy, szybciej coś zrozumie, to będzie mógł wytłumaczyć koledze. Zrobi to znacznie lepiej niż nauczyciel, bo właśnie przed chwilą sam musiał przejść proces zrozumienia i pamięta, co może być w tym trudnego. Ja proponowałabym zamiast lekcji nauczycielskiej wzajemne nauczanie uczniów.

Autor wspomnianego artykułu chciałby, aby zmniejszyła się liczba naturalnych analfabetów matematycznych. Jednak nie wydaje mi się, aby lekcja dla dorosłych nauczycieli była skuteczną drogą. Dorośli analfabeci matematyczni są tak skutecznie do matematyki zrażeni, że nie zdecydują się pokonać oporu. Za to możemy się starać nie tworzyć następnych analfabetów.

About these ads

Tagi: , , , , , ,

Odpowiedzi: 28 to “Nauczanie matematyki”

  1. Wiesław Mariański Says:

    Widzę inny wielki problem w nauczaniu matematyki. Nazwałbym go „równa jazda”. Szkoła zmusza wszystkich uczniów do uczenia się tego samego materiału w tym samym tempie i stawia każdemu te same wymagania i kryteria oceniania. Dotyczy to wszystkich przedmiotów. Konsekwencje są tragiczne. Z samej biologicznej natury ludzi wynika, że większość z nas ma zdolności i predyspozycje przeciętne lub mniej-niż-przeciętne. Proszę spojrzeć na krzywą Gaussa. A zatem większość uczniów, czyli nas, jest skazana na klęskę w obecnym systemie oceniania. Bo sukcesem są tylko oceny 4,5, i 6. Jak mogę polubić matematykę, jeśli przez około 9 lat otrzymuję informację: jesteś do niczego, nigdy nie będziesz dobry ani bardzo dobry ? Nienawidzę matmy ! Jak obecna szkoła próbuje radzić sobie z tym problemem ? Fatalnie. Ponieważ najważniejszym parametrem jest średnia, to nauczyciel walczy o poprawienie najsłabszych ocen. Czyli dręczy uczniów słabych, a dobrym daje spokój. Zatem ci drudzy nie mają okazji do rozwoju swojego talentu. Czyli równamy w dół. Pisze o tym, np. Witold Kołodziejczyk w http://edukacjaprzyszlosci.blogspot.com/
    No dobrze, to co zrobić żeby matematyka nie przerażała większości i żeby utalentowani mogli robić o wiele więcej niż teraz ? Widzę tylko jedną drogę: rozluźnić system, dać więcej wolności szkole i nauczycielowi. Oni są ekspertami od edukacji i poradzą sobie z tym problemem, znajdą wiele skutecznych metod.
    Jedna z propozycji to uczenie metodą „róbta co chceta”. Oto szkic: nauczyciel przedstawia krótkie objaśnienie zagadnienia – podaje listę zadań do wykonania i mówi: róbcie ! I każdy robi tak jak potrafi, w swoim tempie. Kto nie wie jak zacząć, napotyka na jakąś trudność, nie „wychodzi” mu wynik – pyta. Pyta kolegę albo nauczyciela.
    Proszę spróbować !

  2. Danuta Sterna Says:

    Zgadzam się, tylko nie zostawiłabym nauczyciela samego!
    Może by podręczniki lepsze napisać z rozpisaniem na role?
    Jak na razie zarówno podstawa, jak i egzaminy dla wszystkich są takie same.
    Jak tu „rozluźniać system”, gdy egzamin dla wszystkich ten sam i wymagania też???
    D

  3. Wiesław Mariański Says:

    Tak, zgadzam się.
    Może egzaminy dobrowolne. Może na różnych poziomach.
    A może zamiast egzaminów samodzielny wybór i liczenie – ilu uczniów wybrało specjalność matematyka ?

  4. Danuta Sterna Says:

    Tylko jest mały szczegół – nikt nas nie pyta o zdanie!
    Cały świat zachłysnął się testami i egzaminami. Nawet niektórzy twierdzą, że mierzenie spowoduje poprawę wyników. Tak jakby od ważenia krowy, przybywało jej ciała.
    Nie którzy widzą ślepą uliczkę, w która się światowo pchamy, ale mimo, że król jest nagi, wszyscy zgodnie twierdzą, że ma bogate szaty.
    D

  5. Halinka Halszka Nocoń Says:

    Witaj Danusiu,
    artykuł ten mocno mnie zaintrygował.
    Jako humanistka powołuję się na słowa angielskiego poety Williama Wordsworth, który napisał, że „Matematyka jest niezależnym światem stworzonym przez czystą inteligencję”. Może ten niezależny świat musi posługiwać się specyficznymi pojęciami, a problem jest w tym, że coraz więcej dzieci nie potrafi funkcjonować na poziomie symbolicznym. Jak przyswoić sobie znaczenie abstrakcyjnych pojęć?
    Jak przejść od od form prostych postrzeganych do form hipotetycznych?
    …?
    A może problem w braku dojrzałości do uczenia się matematyki?

  6. Danuta Sterna Says:

    Autor artykułu obiecał pisać więcej na ten temat. Będę starała się śledzić i zamieszczać informacje.
    Twoje zdanie jako humanistki jest bardzo cenne w tej kwestii, dla nas matematyków pewne pojęcia są oczywiste i nie widzimy trudności.
    Faktem jest, że matematyce tak samo blisko do filozofii, jak i do nauk ścisłych.
    Jeśli wyjść z założenia, że matematyka jest językiem obcym, to trzeba by było jej uczyć od definicji, a to nie wydaje się najlepsza droga. Dla mnie to lepiej szukać powiązań z rzeczywistością i na nich budować.
    D

  7. Jurek Kielech Says:

    Gdy przekraczam magiczną ilość 60 godzin pracy z uczniami w tygodniu robi się nieco pogodniej.
    Kto chce może mi głowę zawracać niemal do woli. Kto nie chce – ma prawo się nie przejmować matematyką; krązy sobie po innej orbicie wokół szczęścia – nie śmiałbym mu czynić wstrętów, że obojętny wobec kształtu trajektorii. Wszak posiadł na wyłączność jedno bycie (tak przypuszczam) i przedkłada smak poezji, lub muzyki nad odświętność doznawania nabli i laplasjanów.
    Jego wariactwo jest równie szlachetne jak moje, jego doświadczanie istnienia równie urocze i pełne pasji.
    Gdy Pan Bóg wygasza klatki naszych filmów, pojawiają się w tym samym miejscu inne światy.
    Dobrze, że tyle jest przestrzeni, czasu i możliwości, by bywać szczęśliwym i niechcący nauczyć się „dostatecznie trochę” matematyki.

    J

  8. Danuta Sterna Says:

    Ach poeci! D

  9. Krzysztof Says:

    Witam.Jestem ojcem uczennicy klasy szóstej.Powiem krótko.Nie każdy matematyk potrafi przekazać swoim uczniom wiedz jaką posiada.W klasie czwartej córkę moją uczyła pani,która ma miano w szkole,że jest nauczycielką typowo studencką.Córka na świadectwie miała słabą czwórkę.W klasie piątej ta pani poszła na rok urlopu zdrowotnego,przyszła młoda nauczycielka z zupełnie innym podejściem.Dziecko moje wszystko doskonale rozumiało.Na świadectwie miała mocną piątkę.W tym roku wróciła ta pierwsza pani i się zaczęło.Znowu problemy,znowu słabsze oceny,znowu stres i nerwy i znowu wiele godzin dziennie spędzone w domu na tłumaczeniu przezemnie córce prostym językiem.Ta pani wymaga rzeczy których nie uczy.nie potrafi wytłumaczyć.W związku z tym rodzi się pytanie.Dlaczego taka nauczycielka mimo skarg dalej uczy w szkole podstawowej i skutecznie zniechęca dzieci do matematyki?Warto dodać,że jak dziecko w tak młodym wieku znienawidzi przedmiot to trudno potem wymagać czy tez oczekiwać od ucznia,żeby ten znienawidzony przedmiot polubił.Następstwem tego są bardzo słabe wyniki na maturze czy też innych egzaminach lub testach.

  10. Wiesław Mariański Says:

    Panie Krzysztofie. Sytuacja, którą Pan opisał, to kardynalny, fundamentalny problem oświaty. Przy nim bledną wszelkie statuty, regulaminy, projekty, podstawy programowe. To jest dramat naszego systemu edukacji. Wiele osób wie co należałoby (!) zrobić w tej sytuacji (wcale nie koniecznie wylać z pracy aktualną panią od matemy). Ale nikt nie wie co należy (!) zrobić. Ja też teoretycznie wiem, ale praktycznie … .
    Może nadszedł czas na aktywność rodzica(ów) ? Na protest, bunt, stawianie żądań, szantaż. Może Pan powinien powiedzieć: ja żądam – żądam, bo płacę (podatki). Życzę sobie aby moja córka była uczona jak w poprzednim roku. Proszę i żądam, a jeśli to nie będzie spełnione, nie wyślę mojego dziecka do szkoły.
    Ale pomysł jest idiotyczny, bo przecież realizacja byłaby kosztem dziecka. Czyli sytuacja jak z dramatu greckiego: ruch w każdą stronę spowoduje tragedię. Nie ma dobrego wyjścia z sytuacji.
    Przyczyna: nieobecność zasady szacunku-i-dialogu w szkole.
    A co zrobić z panią, która uczy źle ? To jest osobny temat. Mam odpowiedzi, bo też zaczynałem od uczenia źle, a później dojrzewałem.

    • danuta Says:

      Hmm. Trudno zadecydować, że nauczyciel jest zły i koniec. Po pierwsze może być zły dla jednego ucznia i dobry dla drugiego (powinien dla wszystkich), kto ma zadecydować? Po drugie może ta „zła” nauczycielka może się zmienić?
      To nie jest czarno-biała sytuacja,
      W różnych krajach np we Francji i Australii nauczyciele zmieniają się co rok, czasami też zmienia się też skład klasy. Dziwiło mnie to bardzo, bo u nas uważamy, że wartością jest, aby nauczyciel ten sam nauczał przez jeden cykl.
      Tam widzą wartość w tym ,że się zmienia i uczeń może poznać różne podejścia do przedmiotu i do nauczania.
      Wracając do przypadku córeczki Pana Krzysztofa, może uda się porozmawiać z Panią i razem ustalić dobre podejście do nauczania?
      Każdy nauczyciel chce dobrze uczyć i mieć sukcesy. Tylko nie można go atakować, bo odpowie też atakiem. Ale można wspólnie szukać rozwiązania.
      Gdyby sytuacja miała wpłynąć na niechęć córeczki do matematyki, to byłaby to duża strata.
      Danusia

  11. Wiesław Mariański Says:

    Danusiu. Uważam, że to jest kwestia profesjonalizmu szkoły. Generalnie nasza oświata jest nieprofesjonalna. Co więcej, szkoła oczekuje od rodziców, że będą profesjonalistami, a jako instytucja działa po amatorsku. A to właśnie my rodzice jesteśmy nowicjuszami, amatorami, ignorantami, naturszczykami. Profesjonalizm szkoły widzę na trzech płaszczyznach: profesjonalna system, profesjonalny dyrektor, profesjonalni nauczyciele. Czy szkoła córki Pana Krzysztofa ma te cechy ?

  12. danuta Says:

    O na pewno nie ma, takich w pełni nie znam. D

  13. Wiesław Mariański Says:

    W pełni – to nie koniecznie. Chociaż w jakimś stopniu, chociaż dążące w tym kierunku. Wierzę, że są. Miałem okazję podglądnąć w Ustroniu Śląskim. I znów pytanie: co zrobić żeby liderzy byli liderami, żeby awansowali na dyrektorów, żeby oni rządzili szkołą i całą oświatą ? Żeby liderów proszono o pomoc, radę, wsparcie, przewodzenie, skontrolowanie, … , a nie odwrotnie.

  14. Danuta Sterna Says:

    Tak. Znam szkoły i dyrektorów pracujących w tym kierunku. Wróciłam ze spotkania dyrektorów – absolwentów naszych studiów podyplomowych. Rewelacja!!!
    Trzeba zacząć od niewzruszonej woli dyrektora. Następny krok to włączenie nauczycieli liderów w zarządzanie szkołą.
    I tu dwa mury:
    1. Konkurs na dyrektora i komisja – do zmiany
    2. Podwyżki dla nauczycieli liderów (mających i spełniających dodatkowe funkcje w szkole) – a nie dla wszystkich jak leci
    D

  15. Igo Says:

    Klopoty z matematyka to mja uczniowie na calym swiecie. Bardzo zalecam ksiazke autora Morris Kline „Why Johnny can’t add” oraz piosenke Toma Lehrera „New Math”. Co do kiepskich nauczycieli to mozna takowych przyjmowac na krotki okres „na probe” i sprawdzic czy sie nadaja do swojej pracy.

  16. Danuta Sterna Says:

    Faktycznie z matmą mamy kłopoty. Od wieków zastanawiamy się – jak jej uczyć? Dziękuję za polecenie książki, czy ma też wydanie polskie?
    W sprawie propozycji zwalniania, to jakie wskaźniki do zwolnienia Pan Proponuje? I kto miałby je sprawdzać.
    D

  17. fraktal Says:

    Bez matematyki obecna cywilizacja jest niemożliwa.Przyczyną niskiego poziomu matematyki nie jest obowiązkowa matura lecz wieloletni jej brak.

  18. Danusia Says:

    Dziękuję za opinię. Ja niestety jej w pełni nie podzielam. Moim marzeniem jest, aby matematyka była tak uczona, aby nie był konieczny straszak w postaci matury.
    D

  19. Wiesław Mariański Says:

    Fraktal. Zgadzam się, że bez matematyki obecna cywilizacja nie może istnieć. I bez jeszcze wielu innych rzeczy nie może istnieć. Natomiast wart by zastanowić się, nad pojedynczym człowiekiem. Czy może istnieć jednostka ludzka bez znajomości matematyki ? Istnieć szczęśliwie i pożytecznie dla siebie i innych ? Wybieram odpowiedź – tak.
    A szarzej: jaki jest rzeczywisty bilans przychodów i kosztów z matury ? Czy są jakieś badania na ten temat ? Może tak jesteśmy zapatrzeni na przychody, że nie zauważamy, że koszty przewyższają je ?

  20. MARIN Says:

    MALY SZCZEGÓL

  21. aneczka Says:

    Witajcie siedzę od kilku godzin w necie i próbuje się kogoś poradzić jeśli chodzi o tą nieszczęsna matematykę. Nie dalej jak wczoraj byłam u córki na zebraniu w szkole i dowiedziałam się od nauczyciela który uczy matematyki w 4 klasie, że jabłko małe plus jabłko większe, to nie są 2 jabłka, tylko jabłko i jabłko.Ludzie przecież to jest paranoja to jest nic innego tylko robienie wody z mózgu tych dzieci ja siedząc przez godzinę na tym zebraniu sama zgłupiałam. Ponieważ 2 jabłka są wtedy podobno, jeśli są to jabłka jednakowo duże czy też małe, czy to jest normalne jak można w taki sposób mieszać dzieciom w głowie i jak taki nauczyciel może uczyć dzieci bo moim zdaniem to powinien zająć się czymś na czym faktycznie się zna

  22. Wiesław Mariański Says:

    @aneczka, spróbuję wyjaśnić, choć nie wiem czy potrafię.
    Ile lat ma nauczyciel ? Ile lat temu skończył studia ?
    Nauczycielowi chodzi prawdopodobnie o zbiory i podzbiory, a może nawet o pojęcie „klasa abstrakcji”.
    Przykład 1. Gruszka i jabłko są owocami = należą do zbioru „wszystkie owoce” = są w klasie abstrakcji „owoce”.
    Jednak gruszki nie są jabłkami (i odwrotnie).
    Przykład 2. Kurze jaja sprzedawane są jako jaja. Ale podzielone są na dwie klasy: L i M, w zależności od wielkości. Jaja klasy M nie są tożsame z jajami klasy L ze względu na wielkość, co odzwierciedla ich cena.
    Tak rozumiem intencję pani od matemy. Natomiast nie potrafię ocenić:
    – czy takie „coś” jest potrzebne dzieciom ?
    – a jeśli jest potrzebne, to jak dzieci mają to dojść do takiej wiedzy ?
    Może lepiej byłoby dać dzieciom obrazki z kołami, trójkątami i czworobokami o różnych, ale powtarzających się, wielkościach i kolorach – niech układają z tego mozaiki ?

  23. aneczka Says:

    Witam i dziękuje za odpowiedź. Wyjaśniam że nauczyciel to stary wyjadacz z 40 letnim stażem i moim zdaniem plątającą się w jego głowie wiedzą, na temat nauczania starym, systemem a nowym, uczy dzieci pojęć, które nie są im potrzebne na tym etapie edukacji ale o skutkach swojego nauczania w ogóle nie myśli . Te biedne dzieci z góry na dól mają same jedynki z matematyki, a bezczelność nauczyciela jest szeroko pojęta, i nie przyjmuje on żadnej krytyki na swój temat i sposób swoich metod nauczania. A co do tych nieszczęsnych jabłek to prawda i nawet pani korepetytor mojej córki zaśmiała się i nie potrafiła racjonalnie wyjaśnić o co mu chodzi a krótko mówiąc to jest wiele innych metod na nauczenie dzieci ułamków a niżeli porównywanie wielkości jabłek ,jajek ,czy innych owoców ja powiem krótko dla mnie szacunek do tego nauczyciela w cudzysłowie i zdania raczej nie zmienię. Co to za nauczyciel osoba dorosła niby, a zachowuje się jak smarkacz, ja mu powiedziałam kilka słów prawdy a moje dziecko przestało istnieć dla niego, po prostu nie zauważa jej, i jest głuchy na jej odpowiedzi. jak tak można się zachowywać w stosunku do 10 letniego dziecka? po prostu nie pozostawia mi wyboru i ja muszę zgłosić ten fakt drogą służbową wyżej i zobaczymy co będzie dalej bo koniec roku za pasem i uczennice piątkową gotów jest zostawić na drugi rok w tej samej klasie i przykro mi że tak się dzieje nadal w szkołach i że dalej nikt nie może poradzić sobie z takimi nauczycielami.

  24. Danuta Sterna Says:

    Całe szczęście, że dziecko ma mamę za sobą.
    Tez miałam z moją córką takie sytuacje i niestety nie udało się zaradzić. Po prostu nauczyciele, jak i inni ludzie bywają różni. Szczególnie, gdy okopią się na swoich pozycjach. Zwykle uważam, że należy spokojnie rozmawiać. Ale po pierwsze to już Pani chyba próbowała, a po drugie, to często to nie działa.
    Jest jeszcze jedna sprawa, że nie każdy nauczyciel pasuje każdemu uczniowi, jak w małżeństwie. Oczywiście to nauczyciel powinien się starać przypasować, ale rzeczywistość jest inna.
    I problem nie leży w jabłkach, bo sprawa wyrwana z kontekstu jest nie do ocenienia, ale w konflikcie, który się zrobił.
    Nie ma co szukać winnych i zastanawiać się co można było zrobić innego. Moim zdaniem trzeba ….. uciekać. Można i trzeba przedtem rozmawiać z dyrektorką, ważne, aby ona wiedziała, że jest problem. Jest duże prawdopodobieństwo, że inne dzieci też mają problem z tym nauczycielem. Ale dyrektor ma też bardzo mało możliwości. Może tylko apelować do nauczyciela. Jeśli on jest przed emeryturą, to apele do niego nie dotrą. Jeśli nie ma szans, że w naturalny sposób zmieni się nauczyciele, to najlepiej zmienić klasę, szkołę. Wiem, że proponuję Pani zachowanie wyrachowane, ale za to rada jest z głębi serca.
    Jeśli dziecko zostanie pod opieką tego nauczyciela, to on już nie ma szans nawiązać z nim dobrego kontaktu, nawet gdyby chciał, a zapewniam Panią, ze już nie chce.
    Pani chciałaby tę sprawę załatwić czysto, ale są małe szanse. Już została Pani wpuszczona w korepetycje 10-letniego dziecka!
    Czyli – rozmowa spokojna z dyrekcją, na temat dobra dziecka, czy nie da się nic zrobić, czy dyrekcja widzi szansę na rozmowę z nauczycielem i zmianę. Jeśli nie to prośba o przeniesienie do innej klasy (niestety wyrwanie ze środowiska), a jak nie to przeniesienie do innej szkoły.
    Szkoda wielka.
    Można jeszcze zrobić ruch oddolny rodziców do nauczyciela. Najpierw go docenić, a potem poprosić o małe zmiany w jego pracy. Czasami to działa, ale koniecznie na spokojnie i z docenieniem.
    Żaden nauczyciel nie zmieni się, jeśli atakować go krytyką.
    Przepraszam, za tak osobisty wywód.
    Danusia

  25. Danuta Sterna Says:

    I jeszcze jedno.
    Ten blog został przeniesiony do blogowiska prowadzonego przez CEO- Oś świata. Zapraszamy: Znajdzie go Pani na stronie http://www.ceo.org.pl w zakładce Blogi Oś świata.
    Wypowiada się tam wiele osób zainteresowanych oświatą.
    Danusia

  26. Wiesław Mariański Says:

    Diagnoza Danusi jest rzetelna i prawdziwa „aż do bólu”. Cała prawda.
    Dodam tylko: w tego rodzaju konflikcie najważniejszy jest interes=dobro dziecka, a nie nauczyciela. Jedna ze stron konfliktu musi „ustąpić” albo odejść. Jeśli nie może lub nie chce zrobić tego nauczyciel, to powinien to zrobić rodzic, aby ochronić dziecko przed krzywdą, lękiem, stresem, upokorzeniem, bólem brzucha..

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: